Odkąd pamięć moja sięga zawsze marzyłem o nurkowaniu. Będąc małym dzieckiem siedziałem w wannie z głową zanurzoną w wodzie, wyobrażając sobie ze jestem kapitanem Nemo z powieści Juliusza Verne. Lubiłem oglądać filmy J.Custou, które w czasach mojego dzieciństwa można było obejrzeć w naszej telewizji.
Później zaczęły się moje prawdziwe nurkowania w naszych jeziorach i Bałtyku. Nurkowałem już wtedy z zestawem dwubutlowym, ale nie można tego nazwać nurkowaniem technicznym.
Nurkowaniem technicznym zacząłem się interesować na serio podczas mojego kilkuletniego pobytu w Tajlandii. Wtedy odbyłem moje pierwsze nurkowania jaskiniowe, głębokie, takie poniżej 70m.
Dlaczego nurkowanie techniczne jest dla mnie takie pasjonujące i pociągające?
Jest źródłem ekscytacji, jaką daje uczucie odwiedzania miejsc dziewiczych, które widziało niewiele osób przede mną, czasami nikt. Bardzo też lubię nurkować sam dla siebie. Uważam, że to powinna być cecha dobrych instruktorów technicznych. Nurkując samodzielnie doskonalimy swoją technikę. Bycie instruktorem, to nie tylko zarabianie pieniędzy. To nieustanne samodoskonalenie. Od jakiegoś czasu stale nurkuję w rebreatherach. Są różne opinie na temat tych maszyn. Ja wiem jedno, są na pewno dużo bardziej wymagające niż obiegi otwarte. Trzeba też do nich doskonałej sprawności fizycznej oraz dużo większej samokontroli. Podczas nurkowania nie można zdać się na przypadek, wszystko musi być dokładnie zaplanowane i odbywać się zgodnie z planem.
W roku 2007 wyszkoliłem około 50 nurków technicznych na rożnych poziomach. Ten rok zaczął się wyjazdami do Dahab w Egipcie. Wkrótce jadę tam następny raz z następną grupą. Aktualny kalendarz kursowy i wyjazdowy znajdziesz na naszej stronie.
Moja przygoda z nurkowaniem miała początek w latach szkolnych. Miałem jakieś 9 lat gdy dostałem od rodziców swój pierwszy sprzęt do snorkelingu.
Każde wakacje spędzane nad jeziorami lub morzem poświęcałem nurkowaniu (jak również innym miłym zajęciom). W 1990 mój sąsiad i przyjaciel, profesjonalny nurek, zabrał mnie nad jezioro Leleskie. Było to moje pierwsze nurkowanie w pełnym sprzęcie. Po tym wypadzie wiedziałem, że nurkowanie stanie się moja pasją. Rok później zacząłem swój kurs OWD. W ciągu tych kilkunastu lat zaliczałem kolejne szczeble wtajemniczenia nurkowego. W latach 2002 – 2003 ukończyłem kursy instruktorskie w federacji SSI.
Pod koniec lat 90-tych zainteresowałem się nurkowaniami technicznymi.
Pokonałem kolejne bariery. Obecnie posiadam stopień Advanced Trimix Instruktor. Chętnie i dużo sam nurkuję oraz szkolę innych.
Przede mną jeszcze niejedno wyzwanie oraz dalsza edukacja i samodoskonalenie się.
Od kiedy pamiętam moje wakacje związane były z wodą. Od najmłodszych lat, prawie całe letnie wakacje spędzałem na Mazurach. Mój tata jest zapalonym żeglarzem, więc większość wolnego czasu spędzałem pływając na jachtach. Jak trochę podrosłem zdobyłem uprawnienia żeglarza, a potem sternika jachtowego. Pływając od portu do portu czasami spotykałem ludzi ubranych w dziwne stroje, obładowanych butlami, rozmawiających jakimś dziwnym narzeczem. W owym czasie, nurkowanie dostępne było nielicznym i dla mnie było tylko marzeniem. Minęły lata, a dla mnie nurkowanie pozostawało niespełnionym dziecięcym marzeniem.
Pewnego jesiennego popołudnia wybrałem się ze znajomymi na basen. Moja uwagę przyciągnęło ogłoszenie o kursie nurkowania. Nie zastanawiając się długo wraz z dwoma przyjaciółmi zapisałem się. Kurs ukończyłem w 2001 roku nad jeziorem Powidzkim. Nawet nie przypuszczałem jak zmieni to moje życie. Potem wszystko potoczyło się błyskawicznie. Swoje 9 nurkowanie w życiu zrobiłem w suchym skafandrze. Potem były następne kursy i specjalizacje. Bardzo szybko zrozumiałem, że nurkowanie rekreacyjne przestaje mi wystarczać. W 2002 roku zrobiłem pierwsze uprawnienia techniczne (Adv. Nitrox).
Zawsze lubiłem dzielić się wiedzą z innymi. W 2003 roku zostałem instruktorem nurkowania SSI oraz instruktorem pierwszej pomocy tlenowej DAN. W 2004 zdobyłem najwyższe uprawnienia instruktorskie: Adv. Trimix Instruktuctor (ITDA). Szkolenie tak mi się spodobało, że w 2006 roku zacząłem szkolić instruktorów (ITDA Adv. Trimix Instructor Trainer, DAN Instructor Trainer).
Jak mówią o mnie niektórzy, zawsze mi mało. Ponieważ jestem zmarzluchem szukałem czegoś, co pomoże mi dłużej zostać pod wodą, zwłaszcza polską wodą. Szukałem i znalazłem słowo „rebreather” (to taka maszynka, które pozwala trochę inaczej nurkować i m.in. dostarcza ciepłego i wilgotnego czynnika oddechowego). Dziś mam ich całą kolekcję: Draeger Ray, Draeger Dophin, Draeger FGT 1D, BioMarine BMR500, EDO 04, Halcyon "The Fridge", KiSS Style Rebreather (moja wlasna konstrukcja), Diverite O2ptima . Oczywiście, jako rasowy nurek zwiedziłem parę miejsc z woda: Wraki Bałtyku, Mazurskie jeziora (powrót do korzeni), J. Hańcza, Chorwacja, Niemcy, Szwajcaria, Malta i oczywiście Egipt (to tylko niektóre z miejsc do których często wracam).
Co przede mną: Mikronezja, Bajkał, Galapagos, Meksyk (cenoty), to kiedyś a teraz zapewne za kilka tygodni znowu będzie mnie można spotkać w Egipcie na Mazurach lub Nad Hanczą.
I jeszcze jedno. Nurkowanie jest moją pasją, na którą ku rozpaczy rodziny poświęcam jak najwięcej wolnego czasu. Zawodowo zajmuję się zupełnie czym innym, ale to już chyba nikogo nie zainteresuje.
Był rok 1990 r., wakacyjny pobyt w Kruklankach i znajomy ratownik, który posiadał sprzęt do nurkowania. No i jak to często bywa ze znajomymi, pozwolił mi pobawić się swoimi zabawkami...i to była miłość od pierwszego wejrzenia! Jednak ze względu na swój wiek musiałem poczekać aż do 1996 r. - wtedy moja przygoda z nurkowaniem zaczęła się na dobre i trwa tak, aż po dziś dzień!
Czym jest dla mnie nurkowanie? Jest to moja największa pasja, hobby, fascynacja, czyli po prostu mam hopla na tym punkcie i staram się rozwijać w tym kierunku jak najlepiej..........
O to moje uprawnienia:
Nasza przygoda z nurkowaniem rozpoczęła się na Zanzibarze – jednej z pięknych wysp na Oceanie Indyjskim, gdzie spędzaliśmy część wakacji. Po odwiedzeniu różnych atrakcji na lądzie, byliśmy już naprawdę zmęczeni upałem, słońcem i ogólnie całym tym tropikalnym klimatem, ciężkim do zniesienia dla białego człowieka. Siedzenie w klimatyzowanym pokoju nie wchodziło w grę, więc większość czasu spędzaliśmy w ciepłym jak zupa morzu i przy okazji wypatrzyliśmy grupę płetwonurków, którzy zanurzali się w morzu w pobliżu hotelu; po każdym nurkowaniu byli niezwykle podekscytowani i opowiadali sobie niesamowite historie na temat tego, co tam pod wodą zobaczyli. Bardzo nas zaintrygowały te ich opowieści; sami nie mieliśmy ze sobą żadnego sprzętu, nawet maski, fajki i płetw, więc już na drugi dzień byliśmy umówieni na nurkowanie próbne z instruktorem. Skłamałabym, jeślibym powiedziała, że dużo wtedy pod wodą widzieliśmy – maska na przemian parowała i przeciekała, a my nie mieliśmy pojęcia, jak ją przedmuchać, byliśmy niesamowicie przejęci i patrzyliśmy się przez cały czas wprost przed siebie, no i było to nurkowanie zaledwie na głębokość 6 metrów i nie było tam zbyt wielu ryb. Wprawdzie po nurkowaniu instruktor pytał, czy widzieliśmy taką duuuużą barakudę i czy zwróciliśmy uwagę, na sporą ławicę ryb rafowych oraz żółwia, ale my niewiele wtedy widzieliśmy. Jednak po powrocie do Polski naszą obsesją stało się znalezienie jakiegoś przyjaznego centrum nurkowego i zapisanie się na kurs nurkowania! Co też uczyniliśmy, a potem zapisaliśmy się na kolejne kursy i wykonaliśmy kolejne nurkowania, tym razem już dużo bardziej świadome i dużo więcej podczas nich widzieliśmy, niż wtedy na Zanzibarze.
Gdybym tak w skrócie chciała powiedzieć, co mnie wtedy w tym nurkowaniu tak bardzo urzekło, to chyba to, że udało nam się przekroczyć tę magiczną granicę powierzchni wody - zanurzyłam nie tylko głowę, ale cała się zanurzyłam na kilka metrów w głąb, byłam w stanie normalnie funkcjonować w tym zupełnie dla człowieka nieprzyjaznym środowisku i miałam fantastyczne uczucie, że stałam się jego częścią – wokół mnie był zupełnie inny świat, do którego wcześniej nie miałam dostępu, a teraz mogłam go podglądać z poziomu jego mieszkańców – ryb i czułam się z tym wspaniale! Nie wyobrażałam sobie aż do tamtej pory, że mogłabym przekroczyć granicę tego akwarium i miejsca widza rozpłaszczonego za szybą zamienić na miejsce pod wodą i spojrzeć na ten świat oczami jego mieszkańców.
Od czasu tego pierwszego nurkowania minęło już kilka lat, kilkaset nurków, trudno-powiedzieć-ile miejsc nurkowych udało nam się zobaczyć... Ciężko też byłoby powiedzieć, gdzie najbardziej lubimy powracać, bo wszędzie jest coś ciekawego – widmowo blade kraby w Bałtyku, diugoń przeżuwający trawę w Morzu Czerwonym, baraszkujące w zimnych wodach Galapagos lwy morskie, czołówka na dnie Hańczy – zawsze coś nas pozytywnie zaskoczy w miejscu, w którym nurkujemy i sprawi, że zanim na dobre wyjdziemy z wody, będziemy już myśleć – hm, gdzie by tu zanurkować następnym razem...
Nasza przygoda z nurkowaniem zaczęła sie kilka lat temu. Gosia swoje pierwsze uprawnienia zdobyła pod koniec lat 90-tych zdobywając pierwszą gwiazdkę w CMAS. Z kolei pierwszy kurs Aliena to OWD SSI zrobiony na Mazurach. Następnie związaliżmy się z IANTD gdzie zdobyliśmy uprawnienia instruktorskie. W międzyczasie Gosia została także Divemasterem PADI w Colona Divers, gdzie oboje pracowaliśmy. Sporo czasu spędziliśmy w Egipcie pracując jako przewodnicy i instruktorzy we wspomnianej już Colonie (Hurghada), a także w Planet Divers (Dahab). Obecnie mieszkamy i pracujemy w Polsce, a nauczanie nurkowania jest naszą pasją.
Nasze ulubione akweny, to przede wszystkim ukochana Hurghada (Sweet Home Hurghada), Little Canyon w Dahab oraz austriackie jezioro Attersee. Dodatkowo od niedawna Alien zauroczony jest jaskiniami Francji. Uwielbiamy żółwie morskie i zielony żółw jest naszym logo. Naszym hobby oprócz nurkowania są także biegi na średnie i długie dystanse. Nasz korrony dystans to przełajowe 10 km.
Nasze uprawnienia:
Gosia: EANx Instructor IANTD (nr licencji 6789), Divemaster PADI, Adv EAN Diver IANTD
Alien: Adv EAN Instructor IANTD (nr licencji 5010), Oxy Prov Instructor DAN, Normoxic Tmx Diver IANTD, Tec Cave Diver IANTD, Wreck Diver IANTD.
Od kiedy pamiętam, każdą wolną chwilę spędzałem nad wodą. Na początku było żeglarstwo – pierwsze szlify zdobyłem mając niecałe 2 lata. Później do żeglarstwa dołączyło pływanie i windsurfing. W 1999 roku pomyślałem, że nie próbowałem dotąd tylko jednego sportu wodnego – nurkowania. Zapisałem się na kurs CMAS*. Najpierw zajęcia na basenie, potem na wodach otwartych. Gdy pierwszy raz wziąłem automat w usta i zanurzyłem głowę, byłem tak przejęty, że zapomniałem o oddychaniu. Po ponad minucie instruktor wyjął siłą moją głowę z wody pytając, czy coś się stało. Od razu pokochałem nurkowanie :).
Stosunkowo szybko po raz pierwszy nurkowałem na wrakach. Wynurzając się z Groźnego wiedziałem, że nurkowania wrakowe od tej pory będą wytyczać moją dalszą drogę nurkową.
Nurkowania na Hańczy czy w Egipcie traktuje wyłącznie jako trening przed tymi, które są dla mnie najbardziej wymagające – długie trimixowe nurkowania w Bałtyku.
Od ponad roku nurkuję na obiegach zamkniętych, które pozwalają mi na dłuższy pobyt na wraku przy krótszym czasie dekompresji.
Każdą wolną chwilę przeznaczam na nurkowanie, przegląd mojego sprzętu lub choćby rozmowy o nurkowaniu w miłym gronie. Żeby przekonać mnie do wyjazdu nurkowego wystarczy jeden telefon i ok. 15 sekund czasu :).
Moje uprawnienia to: